Dlaczego frywolitki???

Wiele osób zadaje mi pytanie: dlaczego kochasz frywolitki? Znają szydełkowanie, robótki na drutach, hafty przeróżne, koronki również. Ale dlaczego wybrałaś właśnie frywolitki? Przecież to jest takie czasochłonne! OK, prace są piękne, ale wykonanie jednej serwetki zajmuje Ci więcej czasu, niż wydzierganie trzech swetrów! W swetrach pochodzisz, a z tą serwetką, to co? Na stół strach położyć, żeby ktoś kawą nie zalał.
Dlaczego właśnie frywolitki tak zawróciły Ci w głowie?

Słysząc to dziesiątki razy nie sposób przejść nad tym do porządku dziennego.
Myślałam i analizowałam. Racjonalnie i emocjonalnie. W końcu zebrałam te myśli w 5 najważniejszych punktów.

 

1. Koronki frywolitkowe są najpiękniejsze

Oczywiście moim subiektywnym zdaniem 🙂
Rękodziełem interesowałam się od dziecka, więc zawsze szukałam okazji do podziwiania ręcznie tworzonych produktów u znajomych, na jarmarkach, w gazetkach… Na frywolitki wpadłam po raz pierwszy mając dwadzieścia kila lat i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Były nieosiągalnym marzeniem, bo zdobycie materiałów i narzędzi graniczyło z cudem. Poznanie kogoś, kto udzieliłby lekcji supłania za pomocą czółenka przez dłuższy czas w ogóle było poza zasięgiem. Pozostało mi zatem kilka lat wzdychać do obrazków w gazetkach, podczas gdy miłość do frywolitek coraz śmielej kiełkowała w moim sercu. Tak zakorzeniona, po 20 latach jest już chyba nieuleczalna. I dobrze! <3

Z obserwacji – więcej słów zachwytu słyszę pod adresem pary kolczyków frywolitkowych, niż wydzierganej czapki i szala.
Zatem chyba nie tylko mnie bardziej zachwyca frywolitka.

Ale czy to aż takie dziwne? Kółeczko i łuczek. Czasami jakieś pikotki. Niby nic skomplikowanego, ale jaka finezja!

 

2. Tworzenie supełków działa uspokajająco

Joga naszych przodków.
Tak nazywam czasami tradycyjne rękodzieło.

OK, siedzenie w fotelu może nie mieć tak pozytywnego wpływu na kręgosłup, barki itd., jak ćwiczenie jogi.
Jednak skojarzenia z jogą rodzą: skupienie, koncentracja, liczenie supełków, powtarzalność, przełączenie się z “trybu otoczenia” na “tryb projektu”, wyciszenie, równy oddech, wypoczynek i wiele innych.

Czy frywolitka uspokaja mnie bardziej, niż inne techniki, które praktykuję? Tak i nie.
Tak, ponieważ praktycznie zawsze wymaga liczenia, które wymusza koncentrację na projekcie. Myśli wtedy nie szybują. Frywolitka łatwiej mnie wyłącza ze stresującego otoczenia dając ukojenie w twórczej pracy.
A nie, ponieważ nie zawsze mam nastrój akurat na frywolitkę. Czasami mam ochotę robić coś innego i zmuszanie się akurat do frywolitki mijałoby się z celem.

 

3. Powstaje “COŚ z niczego”

No bo czymże jest frywolitka, jeśli nie po prostu posupłaną nitką? 😉
Cały efekt w tym JAK posupłaną.
Motek nici można przerobić na serwetkę, biżuterię, wianuszek, abażur, gwiazdki na choinkę, ozdoby dla domu…
Możliwości jest nieskończenie wiele!

Że inne techniki też sprawiają, iż powstaje coś z niczego?
Macie rację!
Ale w przypadku frywolitki powstaje COŚ, a nie coś.
Tutaj włącza się odniesienie do punktu pierwszego: moim subiektywnym zdaniem frywolitka jest najpiękniejsza 😉

 

4. Wyroby frywolitkowe wywołują wspaniałe emocje

Ten punkt jest tak bardzo nieuchwytny, niemierzalny, że bałam się go umieszczać zbyt wysoko na liście.
Choć czuję, że powinnam.

Wyobraźcie sobie taką scenkę.
Babcia rzadko widuje się z wnuczętami. Mieszkają daleko. Jednak kocha ich bardzo i chciałaby dla nich wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze. Robi dla wnusi frywolitkowy wianuszek pierwszokomunijny. Zachwycający. Wnuczka jest przeszczęśliwa! Babcia również. Wnusi szczęście jest szczęściem babci. Obie mają łzy w oczach.
Co roku rozmawiam przynajmniej z kilkoma takimi babciami.
Wierzcie mi – ich szczęście jest moim szczęściem.

Ale nie tylko wianuszki wywołują emocje – zachwyt, wzruszenia, podziw, satysfakcję...

Szczególnie ujmujące są dla mnie sytuacje nacechowane integracją.
Wnuczki marzące o biżuterii wykonanej przez babcie. Lub takie, które proszą mamy, babcie, ciocie… żeby je nauczyły tworzyć takie rzeczy.
Albo osoby z różnego rodzaju niesprawnościami, które w tworzeniu koronek są sprawniejsze od sprawnych.
Uczucia bezcenne.

 

5. Frywolitka jest ekskluzywną odmianą rękodzieła

Dosłownie – bo frywolitka faktycznie wywodzi się z salonów. Do jej wytwarzania niezbędne są nici marceryzowane, wysokiej jakości, gładkie i mocne, które w dawnych czasach nie były dostępne pod strzechami (piszę o tym w artykule MATERIAŁY). Poza tym koronki miałyby mniejsze zastosowanie praktyczne w warunkach wiejskich, niż wyroby dziewiarskie. Mogły służyć wyłącznie do ozdoby, bo właściwości grzejących, jak to koronki, na pewno nie mają (HISTORIA FRYWOLITKI).

A niedosłownie – bo frywolitki nie mają złej prasy. Nie są zaszufladkowane. W TV zawsze na drutach robi babcia w koku i w okularach, siedząc w bujanym fotelu. W filmach, kiedy mężczyzna jest poirytowany aktywnym stylem życia swojej partnerki, zazwyczaj radzi jej złośliwie, żeby się zajęła szydełkowaniem.
Natomiast, kiedy mówię komuś niewtajemniczonemu, że moją pasją są frywolitki, to widzę uśmiech od ucha do ucha i błysk w oku. Już sama nazwa budzi zainteresowanie. Trafiając na pozytywnie nastawionego słuchacza mogę podzielić się informacją o tej technice ręcznego wytwarzania koronek. To pozytywne nastawienie do frywolitki również wywołuje u mnie wrażenie ekskluzywności.

A Ty dlaczego frywolitkujesz?
Albo dlaczego chciałabyś lub chciałbyś nauczyć się frywolitki?